Na królewskiej uczcie brakuje jednego złotego talerza, a trzynasta wróżka rzuca zaklęcie, które pogrąża cały zamek w długim, czarodziejskim śnie. Łagodna baśń braci Grimm o cierniowym żywopłocie i kwiatach, które rozsuwają się we właściwej chwili, przetłumaczona z niemieckiego oryginału.
Bracia Grimm · 8 min · czyta Maja
Śpiąca Królewna: tekst bajki
Bracia Grimm (1857). Przetłumaczone z niemieckiego oryginału „Dornröschen”.
Dawno, dawno temu żyli sobie król i królowa, którzy codziennie powtarzali: „Ach, gdybyśmy tylko mieli dziecko!” Ale dziecka wciąż nie było. Pewnego razu, kiedy królowa się kąpała, z wody wypełzła na brzeg żaba i powiedziała do niej: „Twoje życzenie się spełni. Zanim minie rok, urodzisz córeczkę”. I stało się tak, jak powiedziała żaba. Królowa urodziła dziewczynkę, która była tak piękna, że król nie posiadał się z radości i wyprawił wielką ucztę.
Zaprosił nie tylko krewnych, przyjaciół i znajomych, ale także mądre wróżki, żeby były dla dziecka życzliwe i łaskawe. W jego królestwie było ich trzynaście. Ponieważ jednak miał tylko dwanaście złotych talerzy, z których miały jeść, jedna z nich musiała zostać w domu. Uczta odbyła się z wielkim przepychem, a kiedy dobiegła końca, mądre wróżki obdarowały dziecko swoimi czarodziejskimi darami: jedna dobrocią, druga urodą, trzecia bogactwem, i tak dalej wszystkim, czego tylko można sobie życzyć na świecie.
Kiedy jedenaście wróżek właśnie wypowiedziało swoje życzenia, nagle weszła trzynasta. Chciała się zemścić za to, że jej nie zaproszono. Nie witając się z nikim, a nawet na nikogo nie patrząc, zawołała donośnym głosem: „Królewska córka w piętnastym roku życia ukłuje się wrzecionem i padnie martwa”. I nie mówiąc już ani słowa, odwróciła się i wyszła z sali. Wszyscy się przerazili. Wtedy wystąpiła dwunasta wróżka, której zostało jeszcze jedno życzenie. Nie mogła odwołać złego zaklęcia, mogła je tylko złagodzić, więc powiedziała: „To jednak nie będzie śmierć, tylko głęboki, stuletni sen, w który zapadnie królewna”.
Król, który bardzo chciał uchronić swoje ukochane dziecko przed nieszczęściem, wydał rozkaz, żeby w całym królestwie spalono wszystkie wrzeciona. A na dziewczynce spełniły się wszystkie dary mądrych wróżek, bo była tak piękna, skromna, miła i rozsądna, że każdy, kto na nią spojrzał, musiał ją pokochać.
Zdarzyło się, że akurat w dniu, w którym dziewczynka skończyła piętnaście lat, króla i królowej nie było w domu i została w zamku zupełnie sama. Chodziła więc wszędzie dookoła i oglądała pokoje i komnaty, jak jej się tylko podobało, aż w końcu doszła też do starej wieży. Wspięła się po wąskich, krętych schodach i dotarła do małych drzwiczek. Tkwił w nich zardzewiały klucz, a kiedy go przekręciła, drzwiczki nagle się otworzyły i w maleńkiej izdebce siedziała staruszka z wrzecionem i pilnie przędła len.
„Dzień dobry, babuleńko”, powiedziała królewna, „co tu robisz?” „Przędę”, odpowiedziała staruszka i kiwnęła głową. „A co to za rzecz, która tak wesoło podskakuje?” zapytała dziewczynka, wzięła wrzeciono i też chciała prząść. Ledwie jednak dotknęła wrzeciona, zaklęcie się spełniło i ukłuła się nim w palec.
W tej samej chwili, gdy poczuła ukłucie, opadła na łóżko, które tam stało, i zapadła w głęboki sen. A ten sen rozszedł się po całym zamku. Król i królowa, którzy właśnie wrócili do domu i weszli do sali, zaczęli zasypiać, a razem z nimi cały dwór. Zasnęły też konie w stajni, psy na dziedzińcu, gołębie na dachu i muchy na ścianie. Nawet ogień, który migotał na palenisku, uspokoił się i zasnął, pieczeń przestała skwierczeć, a kucharz, który właśnie chciał wytargać kuchcika za włosy, bo ten coś przeskrobał, puścił go i zasnął. I wiatr ucichł, a na drzewach przed zamkiem nie poruszył się już ani jeden listek.
Wokół zamku zaczął wtedy rosnąć cierniowy żywopłot. Z każdym rokiem był coraz wyższy, aż w końcu otoczył cały zamek i wyrósł ponad niego tak wysoko, że zamku nie było już wcale widać, nawet flagi na dachu. A po całym kraju krążyła opowieść o pięknej Śpiącej Królewnie, bo tak nazywano królewską córkę. Dlatego od czasu do czasu przybywali królewicze i chcieli przedrzeć się przez żywopłot do zamku. Nie mogli jednak, bo ciernie, jakby miały ręce, mocno trzymały się razem, a młodzieńcy zostawali w nich uwięzieni, nie mogli się już uwolnić i marnie ginęli.
Po długich, długich latach znów przybył do tego kraju pewien królewicz i usłyszał, jak stary człowiek opowiadał o cierniowym żywopłocie. Za nim miał podobno stać zamek, w którym od stu lat śpi przepiękna królewska córka, zwana Śpiącą Królewną, a razem z nią śpią król, królowa i cały dwór. Od swojego dziadka królewicz wiedział też, że przybyło już wielu królewiczów, którzy próbowali przedrzeć się przez cierniowy żywopłot, ale zostali w nim uwięzieni i umarli smutną śmiercią. Wtedy młodzieniec powiedział: „Nie boję się. Pójdę tam i zobaczę piękną Śpiącą Królewnę”. Dobry staruszek odradzał mu, jak tylko mógł, ale królewicz nie słuchał jego słów.
Ale właśnie wtedy minęło sto lat i nadszedł dzień, w którym Śpiąca Królewna miała się znów obudzić. Kiedy królewicz zbliżył się do cierniowego żywopłotu, cały żywopłot był pełen wielkich, pięknych kwiatów. Kwiaty same się rozsunęły i przepuściły go bez najmniejszego zadrapania, a za nim znów zwarły się w żywopłot. Na zamkowym dziedzińcu zobaczył konie i łaciate psy myśliwskie, które leżały i spały. Na dachu siedziały gołębie z główkami schowanymi pod skrzydełkami. A kiedy wszedł do środka, na ścianie spały muchy. Kucharz w kuchni wciąż trzymał wyciągniętą rękę, jakby chciał złapać kuchcika, a służąca siedziała przed czarną kurą, którą miała oskubać.
Poszedł dalej i zobaczył w sali cały dwór, który leżał i spał, a na górze, przy tronie, leżeli król i królowa. Poszedł jeszcze dalej, a wszędzie było tak cicho, że słychać było własny oddech. W końcu doszedł do wieży i otworzył drzwi do małej izdebki, w której spała królewna. Leżała tam i była tak piękna, że nie mógł oderwać od niej oczu. Pochylił się i ją pocałował. A gdy tylko dotknął jej ustami, Śpiąca Królewna otworzyła oczy, obudziła się i spojrzała na niego bardzo serdecznie.
Zeszli razem na dół i obudził się król, i obudziła się królowa, i cały dwór, i wszyscy patrzyli na siebie szeroko otwartymi oczami. Konie na dziedzińcu wstały i otrząsnęły się, psy myśliwskie skakały i merdały ogonami, gołębie na dachu wyciągnęły główki spod skrzydełek, rozejrzały się dookoła i poleciały w pole. Muchy na ścianach ruszyły dalej, ogień w kuchni buchnął, zamigotał i ugotował jedzenie, pieczeń znów zaczęła skwierczeć, kucharz trzepnął kuchcika w ucho, aż ten krzyknął, a służąca oskubała kurę do końca. A potem z wielkim przepychem wyprawiono wesele królewicza ze Śpiącą Królewną i żyli sobie szczęśliwie aż do końca swoich dni.





